Bitwa

                Patrzyłemna ciało leżące tuż przy moich nogach ze sztyletem wrażonym w pierś. Kiwałem sięna nogach jak te dzieci co niby rodzin nie mają. Parzyłem jak spod sztyletuspływa ciurkiem i z taką magiczną powolnością krew, parując w zimnym północnympowietrzu. Przeczesałem dłonią brodę nie zwracając uwagi, że krew zostaje naniej.

Gdzieś całkiem blisko odezwał się skrzek kruka. Główka rękojeści sztyletuzdobiona w łeb smoka, błysnęła odbijającym światłem. Odwróciłem głowę wolnowstając i rozejrzałem się po polu bitwy. Widok był niesamowity. Parujące ciaław topniejącym śniegu niczym wiosna odkrywały lezącą pod nimi ziemie. Zamiast jednakzieleni, wszędzie było czerwono. Zakrzyknąłem w w tryumfie.

            Krzyk obudził mnie. Rozejrzałem się po pustym pokoju. Wszystkobyło na swoim miejscu. Fluorescencyjny zegarek na wierzy Tonsilu wskazywałgodzinę 3:59. Kot, który spał jak zawsze przy jednym z głośników na małejkomodzie spojrzał na mnie wymownie i milcząco. Wzruszyłem Ramonami nadal się rozglądającw około. Wiatr przez uchylone okno na balkonie poruszał kiedyś śnieżnobiałąfiraną. Wstałem i podszedłem do drzwi balkonowych. Deszcz z zaciętością uderzałw szybę starając dostać się do środka. Oparłem czoło o zimną szybę zamykającoczy. Znów obraz bitwy był strasznie realny, czułem nawet woń palonego ciała,nieszczęśników, którzy znaleźli się w zasięgu balist z płonącymi garncamioliwy.

Aj em de lord de masterof de Słord – muzyka pojawiła się sama. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Jeszczemi tu Wiedźmina brakowało.

Otworzyłem ponownieoczy i ujrzałem śnieżnobiałe kafelki swojego prysznicu. Śnieżnobiałe byłykiedyś. Teraz były w pięknym kolorze purpury. Niczym Biskup, przez głowę przemknęłami myśl. Jednak przyglądałem się tej purpurze, która strasznie mnie urzekała. Mamiłaswoją spokojnością. Przez głowę przemknęli mi zaciężni w swych ciężkichzbrojach na rosłych koniach. Tętent kopyt roznosił się echem po łazience.

- Kochanie! Słyszyszmnie? Kochanie! – tętent kopyt zmieniał się w głuchy odgłos walenia do drzwi. –Błagam Cie kochanie otwórz,,, proszę… - szloch zanikał wśród zgiełku dogorywającychwojowników. Nadleciał czarny jak noc kruk.