ON(A)

Lisa zawodziła swym nieziemskim głosem wprost z wielkich Yamah. Pod zamkniętymi powiekami zmieniały się obrazy pełne kolorów czasem zmieniając się w mroczne wizje wybujałej wyobraźni. Otworzyłem oczy by ujrzeć tylko mrok rozświetlany kolorowymi światełkami amplitunera. Prawa ręka niczym dobrze zaprogramowana machina sięgnęła do szklanki stojącej na stoliku.

Oczyma wyobraźni widziałem jak bursztynowy płyn wlewa się w me gardło. Niezła byłaby reklama z taką animacją, przez głowę przemknęła mi myśl. Odstawiłem szklankę. Po chwili nie dłuższej niż chwila ta właśnie zorientowałem się jak rytmicznie kiwa mi się głowa w rytm muzyki jaką tylko Umarli Potrafiący Tańczyć wydają z siebie i ze swoich instrumentów. Lisa i Brendan towarzyszyli mi od podstawówki, dzięki Sierakowi. Czasami zapominałem o nich by po jakimś czasie wracać i odkrywać to czego wcześniej nie zauważałem w tych dźwiękach. Płyn przyjemnie palił przełyk. Nawet nie zauważyłem jak mechaniczna dłoń zbliżyła szklankę do mych ust.

Już czas – pomyślałem poprawiając się w fotelu. Przymknąłem oczy i na usta nałożyłem jeden z tych uśmiechów, które dla jednych są obraźliwe, dla innych zaś bezczelne po prostu.

- Jesteś? – zapytałem spokojnie w Prost w otaczający mnie półmrok.

Kolejny łyk był jak ekstaza. Ciepło wolno rozlewało się po ciele, przełyk nie palił już. Chciałem by chwila ta trwała wiecznie. Uwielbiam ten stan lekkiego rauszu, ten moment gdy nie pojawia się jeszcze odwaga ale są zauważalne pierwsze oznaki filozofii własnych myśli. Zorientowałem się, że nikt mi nie odpowiedział a pytanie moje zniknęło gdzieś między utworem o Utopii Brendana. Nim szklanka dotknęła ust ponownie zapytałem głośno:

- Jesteś?

Irlandzki płyn niczym huragan wdzierał się do mych ust.

- Zawsze jestem – odezwał się kobiecy głos.

Zawsze największą stratą jest zmarnowanie kropli każdej Whisky, która nie wpłynęła do gardła. Ja w tej chwili zmarnowałem dobre dwadzieścia mililitrów tegoż nektary prychając z przestrachu.

- Kurwa! Kto tu jest?! – błyskawicznie wcisnąłem przycisk Lamki wiszącej tuż nad fotelem. Wzrok nie przyzwyczajony do nagłego światła ukazał jakieś majaczące cienie. Mrugałem oczami jednocześnie trzęsąc głową. Rozejrzałem się po pokoju, który okazał się być pusty. Poza mną nie było w nim nikogo. Z głośników leciał The Song Of The Sibyl. Popatrzyłem na butelkę ale ta była jeszcze w trzech czwartych pełna. Dolałem do niemal pustej szklanki nektaru bogów i pociągnąłem z niej spory łyk. Pomyślałem czy aby nie pociągnąć wprost z gwinta ale resztka dostojeństwa nakazał mi być grzecznym. Odetchnąłem głęboko wciągając powietrze i odstawiłem szklankę na stolik.

- No udało ci się – wyszeptałem – zaskoczyłeś mnie i nawet wystraszyłeś. Cholerny majak dźwiękowy.

- Majak? – kobiecy głos był ciepły ale lekko szorstki i dziwnie przyjemny. Rozejrzałem się ponownie po pokoju.

- Jaja sobie ze mnie robisz? – zapytałem – no tak odgryzasz mi się, za te moje docinki. Słusznie pokaż ze masz jaja i potrafisz żartować.

- Z tymi jajami przesadzasz – głos nadal kobiecy mówił bez większego entuzjazmu.

- Kurwa co się dzieje? Kim jesteś? – sięgnąłem tym razem po butelkę. Pieprzyć konwenanse i dostojeństwo. Pociągnąłem z butelki jednak nie wiele by potem nie zrzucać wszystkiego na pijaństwo.

- Już drugi raz powiedziałeś słowo kurwa. Nie sądzisz ze po pierwsze to nie ładnie, a po drugie nie wypada przy mnie używać takiego słownictwa? Rozumiem ze możesz być zaskoczony ale to nie daje ci żadnych praw do bycia chamskim czy wulgarnym.

- Owszem, ale nie rob sobie takich jaj ze mnie. Zmień ten głos bo nie przystoi ci mówić żeńskim głosem – odparłem, czując jak wlany już we mnie płyn zaczyna wydobywać ze mnie odwagę.

- Nie bardzo rozumiem twojej pewności, że ja musze mówić męskim głosem. – głos nadal kobiecy w moim mniemaniu stał się lekko uszczypliwy.

- Bądź kobieta dla kobiet i facetem dla mężczyzn – odparłem poprawiając się w fotelu i w końcu wycierając zachlapane przed chwilą spodnie.

- Widziałeś mnie kiedyś?

- No nie – odparłem zgodnie z prawdą.

- Wiesz jak wyglądam?

- No jasne! – niemal wykrzyknąłem strącając resztki nieodżałowanego płynu. – jesteś dość wysokim, siwym mężczyzną z brodą w białej szacie.

- Teraz to ty sobie jaja robisz ze mnie – głos stał się cieplejszy i wyraźnie rozweselony. – Przecież to tylko rysunki przedstawiające mnie, myślisz że ci co mnie rysowali, widzieli mnie kiedykolwiek?

Wzruszyłem ramionami.

- A bo ja wiem? Tak ciebie przedstawiają i tyle… jako faceta! Rozumiesz? No dobra… w Dogmie byłeś kobietą… no byłeś Alanis Morissette. – uśmiechnąłem się – w sumie niczego sobie tam byłeś hehehe

Oczami, a raczej uszami wyobraźni usłyszałem krzyk butelki oznajmiający minięcie magicznego znaku połowy zawartości. Przewróciłem oczami w niemej niemocy, dobrze wiedząc ze to ostatnia z zapasu i niebawem nastąpi straszny koniec.

- Wiesz? – wciąż kobiecy głos odezwał się – wraz z włosami straciłeś rozum, a tym piciem wcale sobie nie pomagasz.

- Wręcz przeciwnie moja panno – odparłem czując jak odwaga coraz bardziej mnie ogarnia. Uśmiechnąłem się kończąc zawartość butelki.

- Każdy łyk przybliża mnie do randki z tobą….

 

MarcinKa

Styczeń 2014