Orzechówka

 Zimno dawało się we znaki nawet psu idącemu na smyczy.Nie chciało mu się jak zawsze lizać śladów spaceru psich panienek. Mrok ładniekomponował się z nielicznymi światłami rzucanymi przez latarnie oszczędzonedzięki opamiętaniu się lokalnych przyszłych gangsterów. Resztki śniegu raźnoodbijały nieliczne blaski jakby chciały pokazać swą wyższość nad mrokiem.Trzask odkręcanej nakrętki z setki orzechówki był przyjemny dla ucha. Poza głośnymwestchnieniem psa panowała cisza.

Nie licząc gdzieś z pobliskiego blokudochodzących dźwięków filmu dla dorosłych. Szybkie rozejrzenie się w około i pochwili gorąco zalewało gardło. Płyn wolno spływał w głąb mnie.

- Po co to robisz?

Dźwięk bitego szkła ponowniewywołał przejście przysłowiowych ciar przez plecy. Spojrzałem pod nogi, niedokończona orzechówka znikała w chodniku. Cholerny szczęśliwy chodnik.Rozejrzałem się w około jednak nikogo poza mną i psem nie było. No, może mrokbył jakby troszkę większy. Pokręciłem głową.

- głupieję kurwa –powiedziałem cicho, w końcu wieczór był, a ja byłem z psem na spacerze.

- Masz rację,głupiejesz – kobiecy głos odezwał się ponownie. Tym razem Nie wystraszyłem się.Poznałem go.

- Dobry żart… i.. znówrobisz za dziewczynkę? – nogą skopałem rozbitą buteleczkę pod śmietnik. Szkodagdyby jakiś pies miałby się skaleczyć przez głupi żart Jego.

- Znów zaczynasz? Cieszsię ze nie szczekam a Ty tego nie rozumiesz.

Wzruszyłem ramionami ispojrzałem w kierunku „Żabki”. Przypomniałem sobie że wydałem ostatnie groszena tę Orzechówkę.

Ruszyłem w stronęklatki w wielkim domu.

- Po co to robisz? –pytani ponownie zawisło w powietrzu.

- Bo kurwa lubię,proste? – czułem jak powoli ogarniała mnie złość. Nie dość ze straciłem dobregołyka to jeszcze On będzie mi tu morały prawił swym dziewczęcym głosikiem. – Bo todaje mi poczucie oderwania się od rzeczywistości, bo myśli moje są płynniejsze,bo łatwiej mi się zasypia, bo kurwa wreszcie mogę rozmawiać z Tobą…

Słowa niczym pociskiwylatywały ze mnie.

- Dobry wieczór.

Obejrzałem się zasiebie. Młoda sąsiadka żwawym krokiem zmierzała ku tej samej klatce co i ja. Kiwnąłemtylko głową zastanawiając się czy mnie słyszała? Musiał słyszeć.

- Słyszała ale jużzapomniała – ten sam żeński wokal odezwał się albo w powietrzu albo w  mojej głowie.

- Aleś Ty dobry… -burknąłem, ściągając psa bliżej siebie. – albo dobra… jak pani w bufecieszkolnym… tylko cycków nie widać…

Kilkanaście minut leżałemw ciepłym łóżku. Sięgnąłem po niedokończony drugi tom Conana. Lubię opowieści owielkim Cymmeryjczyku. Butelka z wodą cytrynowa stał na stoliku obok. Przez głowęprzemknęło mi wspomnienie straconej Orzechówki. Nie dalej niż kilka kartek chwyciłemz butelkę by się napić. Nie chciało mi się pić, po prostu odruch machinalny.Pierwszy łyk łagodnie i orzechowo rozgrzał przełyk lekko szczypiąc gardło. Odsunąłem butelkę prychając i łapczywie chwytając powietrze.

- Osz kurwa…. –zakląłem cicho.

W powietrzu rozległ sięcichy kobiecy głos.

- Może być to zamiast….Cycków?

 

 

MarcinKa

Luty 2015