Istnienie

- Kiedy napiszesz cośnowego?

Przetarłem palcami zmęczoneoczy by za chwilę znów spojrzeć w monitor. Pytanie napisane na internetowymkomunikatorze niemal magicznie przyciągało mój wzrok.

 

- Nie wiem, nie mamweny. – wystukałem szybko kilka liter – brak chęci i może motywacji?

Chwilę przyglądałem sięekranowi. Portal społecznościowy, jeden z tych modnych. Lubian i nienawidzony. Takaminiatura życia. Znaleźć tu można różnych ludzi, choć jakby się pewnie lepiej przyjrzałto i nie ludzi też by znalazł.

- Brak weny czy Rudej?

Odpowiedź spowodowałauśmiech na mej zarośniętej brodą twarzy.

- Może to właśnie tentrzeci czynnik, który czasem jest kołem napędowym, byłby mi bardzo potrzebny? –wzruszyłem ramionami. Nowo poznana istota z drugiej strony monitora musiałamnie znać. Nick „On Ona” nie wiele mówił, zaś zdjęcia nie było. Wszyscy wspólniznajomi, których o Niego Ją pytałem odpowiadali że w sumie nie wiedzą kim jesti nie wiedzą dlaczego zaakceptowali zaproszenie do znajomych. Ze mną byłopodobnie.

- Spróbuj napisać cośna trzeźwo, potrafisz tylko nie wiesz o tym bo nie próbowałeś.

- Próbowałem, niejednokrotniemiałem w głowie pomysły i co? – palce szybko przebierały po klawiaturze. – Nic!Uciekały nim zdążyłem je zapisać. 

Popatrzyłem przez oknona kiwające się z zaciętością krzaki bzu. Nieźle wiało. Przy przeciąganiu siętrzask stawów był miłym dźwiękiem dla ucha. Starość. Popatrzyłem na monitor aleów nieznany nieznajomy nic nie pisał.

- Pewnie świat naprawiahehehe – zaśmiałem się i poszedłem do kuchni by z lodówki wyjąć pętoPodwawelskiej i musztardę. Rosyjska cholera miło piekła w język. Siadłem powrotemprzed monitorem i założyłem słuchawki. Laibach prezentował mi swoją Spectre.Ciekawa pozycja w ich dorobku. Rozmówca, bądź rozmówczyni milczała.

- Jesteś? – nie wytrzymałemi posłałem pytanie w wirtualny świat.- To moja kwestia, ja to pytanie zadaję. –odpowiedź tym razem była bardzo szybka.

- Tak? – miałem nadzieje,ze w tym krótkim pytaniu widoczna będzie ironia i sarkazm jaki mi towarzyszyłpodczas wystukiwania tych trzech liter.

- Owszem – kobiecy głosprzesiąknięty ironią i jeszcze większym sarkazmem zaskoczył mnie i wystraszyłzarazem. Musztarda zostawiła piękny żółty ślad na mojej koszulce. Pokręciłem głowąi palcem wycierałem plamę.

- Wystraszyłaś mnie, anie powinien tego czasem robić Śmierć? – zapytałem z wyraźnym uśmiechem natwarzy.

- On zajęty jest.

- A ciebie co napadłoby mieć konto na portalu? – popatrzyłem w monitor nie wiedząc skąd mogę oczekiwaćodpowiedzi.

- Bo jeśli nie masz kontato znaczy ze nie istniejesz – w jednym momencie usłyszałem głos i przeczytałemodpowiedź.

 

 

 

MarcinKa

Marzec 2014