Odwiedziny

Odwiedziny.

 

            Smród dymu ze zniczów unosił się w powietrzu. Kurtka, bluza, spodnie. Wszystko śmierdziało. Brzęk szkła w osuwającej się reklamówce z Biedronki przypomniał, że nie odwiedziłem wszystkich. Nie pamiętam kogo. Trzecia szklanka bursztynowego płynu znikała w moim gardle.

 

- Chcesz pogadać? – kobiecy głos z nikąd a zarazem z każdej strony wyrwał mnie z zastanawiania się kogo dziś nie odwiedziłem. Ironia losu. Nie spotykam się ze znajomymi bo nie mam czasu. Bo praca. Zmęczenie. Niechęć. Dziś, w jeden dzień zaliczyłem kilka wizyt. Andrzej, Maniek, Szymon czy Julek. W jeden dzień jeszcze kilku znajomych i rodzinę nawiedziłem swym jestestwem.

- Nie. Nie mamy o czym. – odparłem w przestrzeń.

W głośnikach Stalowy Piotrek wyrzucał z siebie słowa o przyjaciółce przyjaciółki, o wilczym księżycu i że wszyscy których kochał nie żyją. Pech. Tych których kocham ja jeszcze On nie „powołał” do siebie. Nie wszystkich.

- Myślę, że mamy i że chcesz tego.

- Pozwól, ze zacytuję dziadka….. „ w dupie byłeś gówno widziałeś”. – własne słowa spowodowały że się uśmiechnąłem sam do siebie. Fotel wydał strasznie przejmujący dźwięk gdy schyliłem się by znów uzupełnić szklankę.

- Rozgoryczony jesteś. Te wizyty mają na ciebie zły wpływ. Myślałeś by zrobić kolejne zdjęcie tym… „nowym domkom do Eurobiznessu”, a jednak powstrzymałeś się prostą wymówką jaką był brak statywu.

Przełyk palił gdy płyn przelewał się ze szklanki w głąb mnie. Po chwili sięgnąłem po pilota i dość nerwowo wciskałem przycisk ze znakiem plusa przy napisie „głośność”.

- Wiesz, że nie zagłuszysz mego głosu. Uprzedzę Cię, nie, nie jestem Twoim sumieniem. Ono jest wypaczone tak jak i ty.

„Angel I want to be with you
so tell me what can I do”

- Hahahahahahahahahha  - śmiech jaki wypełnił pokój spowodował ze rozejrzałem się szukając jego źródła, wiedząc, ze go nie znajdę. – Marcin, Twój anioł wymiękł dawno temu, jesteś sam, zdany tylko na siebie.

Dziwnie odczułem nacisk na słowo „sam”. Sięgnąłem po słuchawki i przełączyłem dźwięk tak by nic poza nim nie docierało do mnie. Wzrok mój padł na jeden ze zniczy wystający z reklamówki. Przypomniał mi się obraz krzątaniny, rozmowy ludzi poszukujących swych bliskich, znajomych i sławnych kwater. Uśmiechnąłem się na wspomnienie jakiejś kłócącej się pary jak dotrzeć do kogoś tam, czy iść schodami pod górę czy jednak alejką. Jak się sprawia odwiedziny raz na rok, rzeczywiście łatwo pomylić adres.

- Ty też miałeś problem z odwiedzinami swoich znajomych – głos w słuchawkach wystraszył mnie. Oblizałem mokrą rękę. Język palił słodyczą. Jak „Krwawy pocałunek” przemknęło mi przez myśl.

Wyłączyłem sprzęt i nastała cisza w pokoju, nie licząc cykania starego zegara. Szklanka obnażyła puste dno. Kusiła mnie bym ja wypełnił tym słodkim płynem.

- Polej sobie, nie żałuj… - głos w miłym brzmieniu zachęcał mnie. Sięgnąłem po butelkę i po chwili smród dymu zamienił się w słodki zapach bursztynowego alkoholu. Dźwięk ze szklanki wypełnił pokój. Uśmiechnąłem się do siebie. Pomyślałem, ze jeszcze chwila i przestanę Go słyszeć, jeszcze ta jedna, no może dwie szklaneczki i będę słyszał tylko siebie. Wspomniałem swoje dzisiejsze odwiedziny u znajomych i pociągnąłem porządny łyk niemal na raz opróżniając szklankę. Nie zwracając uwagi na palący przełyk. Wolnym ruchem odstawiłem szklankę na stolik i oparłem się wygodnie przymykając oczy. Głos nadal cos mówił tym swoim spokojem i przepełniającą go mądrością ale do mnie docierało coraz mniej. Słyszałem wszystko jak przez sen.

- Szykuj się…. Niebawem będziesz miał odwiedziny… jak znajdą cię…

 

 

 

 

 

MarcinKa

 

01 Listopada 2015