Gość

Dzwonek nad drzwiami drażniąco i z przerażającą satysfakcją oznajmiał przybycie gościa. Mefisto tym razem nie zaczął ujadać przeraźliwie pod drzwiami tylko stał w progu miedzy pokojem, a przed i nasłuchiwał.

Popatrzyłem na kapcie uśmiechające się do mnie twarzami króliczków. Pokręciłem głową, nie założę ich teraz. Nie umrę w takich kapciach – myśl przeleciała mi przez głowę - ci co mnie znajdą będą mieli niezły ubaw. Wstaniu z fotela towarzyszył charakterystyczny odgłos trzasku kości i chrzęst lodu w szklance, pływającego w bursztynowym płynie. Z głośników sączył się ciepły dźwięk Children of the Sun. Niebawem będę mógł oglądać te słońce z całkiem bliska, przecież kurwa do piekła mnie nie wezmą. Wychlałbym im cały zapas gorzały. Dzwonek z większa natarczywością domagał się otwarcia drzwi i wpuszczenia Gościa. Przechodząc przez próg pokoju spojrzałem na psa. Mefisto zamerdał dwa razy ogonem potem piszcząc położył się od stołem. W przedpokoju z wielkiego lustra spoglądał na mnie czterdziestoletni mężczyzna. Bez emocji na twarzy, po prostu patrzył. Trzecie dzwonienie dzwonka z lekka mnie wystraszyło. Facet w lustrze wyraźnie drgnął. No to chyba już czas – jedna z wielu myśli przelatujących przez głowę ponagliła do przekręcenia zamka. Drzwi otworzyły się bez zbędnego piszczenia i oporu po prostu oznajmiając co za chwilę miało nastąpić. - Dzień dobry my z…..Śmiech tez potrafi zabić.

 

MarcinKa

marzec 2015